Sztuczny chleb i szynka w sprayu: jak nie dać się otruć na własne życzenie?
Wchodzimy do nowoczesnego supermarketu i czujemy zapach świeżo pieczonego chleba. Widzimy soczyste, różowe wędliny i nienaturalnie zielony szczypiorek. To, co wygląda jak kulinarny raj, w rzeczywistości często okazuje się chemicznym laboratorium. Dziś jedzenie coraz rzadziej „powstaje”, a coraz częściej jest „produkowane”. Jak odróżnić prawdziwy pokarm od produktów spożywczych, które powoli niszczą nasze zdrowie?
Chleb, który nigdy nie widział zakwasu
Prawdziwy chleb potrzebuje tylko trzech składników: mąki, wody i soli. Tymczasem „pieczywo” z marketowych odpieków to technologiczna zagadka. Co w nim znajdziemy?
-
polepszacze i spulchniacze: dzięki nim ciasto rośnie w kilkanaście minut, zamiast kilku godzin;
-
karmel: służy do „barwienia” białego chleba, by udawał zdrowe, ciemne pieczywo razowe;
-
mrożenie ciasta: chleb, który kupujemy jako „świeży”, mógł zostać wyprodukowany wiele miesięcy wcześniej i zamrożony w kontenerze.
Taki produkt nie tylko nie ma wartości odżywczych, ale przez brak naturalnej fermentacji zakwasowej może obciążać nasze jelita i wywoływać nietolerancje.
Szynka z „wkładką” wodną
Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego z jednego kilograma mięsa producent potrafi uzyskać nawet półtora kilograma szynki? Odpowiedź jest prosta: chemia.
-
polifosforany: to one „trzymają” wodę wewnątrz wędliny, by była cięższa;
-
azotyny i aromaty dymu w płynie: zamiast tradycyjnego wędzenia w dymie olchowym, mięso jest nastrzykiwane preparatami, które nadają mu zapach i nienaturalnie różowy kolor;
-
białko sojowe i karagen: wypełniacze, które zastępują prawdziwe mięso.
Prawdziwa szynka po kilku dniach wysycha. Ta „nowoczesna” robi się śliska – to znak, że chemia przestaje trzymać wodę.
Pędzony szczypiorek i plastikowe warzywa
Nawet na dziale warzywnym musimy zachować czujność. Szczypiorek, który rośnie w oczach dzięki silnym nawozom azotowym, czy pomidory bez smaku, hodowane na wacie mineralnej, to norma w masowej produkcji. Takie rośliny mają znacznie niższą zawartość flawonoidów i witamin, za to kumulują w sobie pozostałości środków ochrony roślin.
Jak przetrwać w świecie „spożywczego Matrixa”?
Nie jesteśmy bezbronni. Kluczem jest zmiana nawyków i powrót do korzeni:
-
czytaj składy: zasada jest prosta: im krótsza lista składników, tym lepiej. Jeśli nie potrafisz wymówić nazwy jakiegoś dodatku, prawdopodobnie nie chcesz go mieć w swoim żołądku;
-
szukaj lokalnie: małe piekarnie rzemieślnicze i lokalni rolnicy to skarb. Prawdziwe masło czy jajka od kury „szczęśliwej” to inwestycja w Twoje komórki;
-
wybieraj jakość, nie ilość: lepiej zjeść mniejszy kawałek prawdziwej pieczonej pieczeni niż pół kilograma taniej wędliny z marketu;
-
wspieraj wątrobę: skoro i tak żyjemy w zanieczyszczonym świecie, zadbajmy o nasz wewnętrzny filtr. Naturalna suplementacja (np. ostropest plamisty czy chlorofil) pomaga organizmowi radzić sobie z toksynami, których nie udało nam się uniknąć.
Pamiętaj: Twoje ciało to jedyne miejsce, w którym musisz mieszkać do końca życia. Nie przerabiaj go na wysypisko dla taniej chemii spożywczej.
Chcesz wzmocnić swój organizm i pomóc mu w detoksie po „spożywczych grzeszkach”?
Zapraszamy do naszego sklepu po naturalne wsparcie: www.ibg.pl Znajdziesz u nas produkty, które pomagają oczyścić jelita i zregenerować wątrobę. Kontakt: 602 45 55 33













Jeden komentarz
Lusia
Bez przesady, nie jest taka droga, biorąc pod uwagę, że jest „normalnie” hodowana, poza tym można robić przetwory samemu kiedy jest sezon i jest taniej